Historia


IV Zarząd Główny WiN

 

W styczniu 1947 roku po aresztowaniu ppłk Wincentego Kwiecińskiego, prezesa III Zarządu Głównego WiM, zostaje zorganizowany na bazie struktur Południowego Obszaru WiN - IV Zarząd Główny z ppłk Łukaszem Cieplińskim, jako prezesem. Z działalnością tego Zarządu wiąże się heroiczny okres historii tej organizacji po załamaniu się postaw społeczeństwa w następstwie sfałszowanych przez komunistów wyborów parlamentarnych, represji wobec legalnej opozycji i zapoczątkowaniem likwidacji Polskiej Partii Socjalistycznej, przy równoczesnym dalszym ściganiu i tępieniu żołnierzy AK i wszelkich ruchów związanych z rządem emigracyjnym w Londynie.

 

Rozpoczynając działalność w nowej sytuacji jaka wytworzyła się w Polsce w początkach roku 1947, ppłk Ciepliński, jako prezes IV-go Zarządu Głównego WiN, mając do dyspozycji wszystkie podstawowe elementy do kierowania tą organizacją, a więc nie naruszone przez UB; łączność wewnętrzną i zewnętrzną, dział informacji i propagandy, dojścia do przedstawicielstw państw zachodnich, łączność z opozycją i hierarchią kościelną oraz stałą łączność z zagranicznym ośrodkiem dyspozycyjnym WiN pod nazwą „Dardanele” z siedzibą w Londynie. Nie mniej jeszcze raz dokonano kontroli stanu zakonspirowania, w szczególności na szczeblach kierowniczych dwóch obszarów - południowego i zachodniego. W stadium organizacyjnym pozostawił obszar centralny pod kierownictwem "Boryny".

 

Władze WiN zdawały sobie sprawę z tego, że najgroźniejszym sposobem rozbijania struktur podziemnych jest infiltrowanie tychże przez agentów i prowokatorów Urzędów Bezpieczeństwa. Grupy leśne, organizacje NOW, NZW, NSZ były najczęściej likwidowane przy pomocy wszelkiego rodzaju donosicieli i szpiegów. Z doświadczeń antysowieckiej konspiracji z lat 1944 -1947 wiadomo było, że taktyka sowieckiego wywiadu, nastawionego na zwalczanie polskiego podziemia polegała niezmiennie na sianiu terroru i prowokacji. Nie mogąc zniszczyć podziemia, władze bezpieczeństwa już w pierwszym kwartale 1947 roku rozpoczęły masowe aresztowania byłych żołnierzy AK w nadziei, że w ten sposób uda się rozpracować szeregi zakonspirowanych ludzi w strukturach podziemnych.

 

Rozpoczęły się procesy polityczne przywódców WiN i innych organizacji niepodległościowych, których celem było ośmieszenie i skompromitowanie tych ludzi i ich przekonań. Niezależnie od procesów głównych, prowadzonych w Warszawie, skazujące wyroki w miastach wojewódzkich i powiatowych po nieludzkich śledztwach zapadały w stosunku do ludzi, których jedynym niekiedy przewinieniem była przynależność w okresie okupacji niemieckiej do AK. W tych prowincjonalnych procesach i w tak zwanych "kiblówkach" w celach więziennych, toczących się przeważnie bez udziału obrońców, zapadły również wyroki śmierci i długoletniego więzienia.

 

Wysłany w roku 1946 na Zachód ppłk Józef Maciołek („Marek") zmontował zagraniczny ośrodek dyspozycyjny pod nazwą „Dardanele" i już w roku 1947 działalność tego Ośrodka opierała się na szerokiej organizacyjnej o zaciągu międzynarodowym, mając również wpływ na treść audycji radiowych w języku polskim. Ośrodek „Dardanele" utrzymywał łączność z oficjalnymi czynnikami zarówno emigracyjnymi, jak i tzw. państw zaprzyjaźnionych, informował Zachód o postępach i planach komunizmu w stosunku do społeczeństwa polskiego i świata. Nic też dziwnego, że tępienie ruchów niepodległościowych w Polsce przybierało zastraszające rozmiary.

 

Proces płk J. Rzepeckiego zakończył się w Warszawie 3 lutego 1947 r. wyrokiem skazującym Rzepeckiego na 8 lat więzienia, J. Szczurka na 7 lat, T. Jachimka na 4 lata, H. Żuka -12 lat, J. Rybickie-go -10 lat, A. Sanojcę na 6 lat, Muzyczkę - 10 lat, K. Leskiego -12 lat, E. Malesę na 2 lata i M. Gołębiowskiego na karę śmierci, której jednak nie wykonano. Rzepecki 5 lutego 1947 r. został zwolniony z więzienia na podstawie aktu łaski. Proces i stosunkowo niskie kary były przedwyborczym chwytem propagandowym władz komunistycznych i liczeniem na udany manewr nowej akcji zmierzającej do rozbicia podziemia przez planowane po wyborach „ujawnienie" w ramach przewidywanej amnestii. Po wyborach Rzepecki został ponownie aresztowany i w latach 1949 -1956 przebywał w więzieniu, a Kazimierz Leski w dodatkowym procesie otrzymał podwyższenie kary więzienia.

 

Proces Fr. Niepokólczyckiego z II Zarządu Głównego WiN rozpoczął się w Krakowie 11 sierpnia 1947 roku i zakończył wydaniem wyroku 10 września 1947 r. Fr. Niepokólczycki, E. Strzałkowski, J. Kot, W. Langner, E. Ralski, K. Kaczmarczyk, J. Ostafin i W. Tumanowicz zostali skazani na karę śmierci. W stosunku do trzech skazanych wyroki zostały wykonane (Ostafin, Kaczmarczyk i Tumanowicz). Inni oskarżeni zostali skazani: M. Kowalski na dożywocie, K. Buczek na 15 lat więzienia, H. Munch na 15 lat, T. Wilczyński na 12 lat, K. Starmach na 10 lat, M. Kabat na 6 lat, S. Ralski na 10 lat, J. Kuncego zwolniono na podstawie amnestii z 22 II 1947 r.

 

Dołączony do grupy oskarżonych Stanisław Mierzwa, jeden z 16-tu więźniów z procesu moskiewskiego został skazany na 15 lat więzienia. Tak mścił się komunistyczny reżim na politycznych przeciwnikach. Oskarżonym o zdradę główną, szpiegostwo i zamiar obalenia ustroju zarzucono jeszcze godzące w ustrój komunistyczny szerzenie fałszywych wiadomości, zawartych jakoby w „Memoriale" WiN-u przesłanym do ONZ z informacjami o sytuacji w Polsce i zaborczych planach ZSRR uzyskania dominacji komunistycznej nad światem. Społeczeństwo, a szczególnie członkowie podziemia z wypiekami na twarzy śledzili komunikaty prasowe z przebiegu tego procesu. Prokurator i sąd, bezczelnie, pewni opieki ze strony NKWD i Urzędu Bezpieczeństwa usiłowali ośmieszyć w opinii publicznej podsądnych, bohaterów z lat okupacji. Podziemie, silne jeszcze, domagało się reakcji ze strony swego kierownictwa. Do Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie wpłynęło więc pismo, które zostało odczytane na rozprawie i groziło ze strony podziemia odwetem na zespole sędziowskim, w przypadku skazania sądzonych na karę śmierci. Być może ta groźba uratowała płk Niepo-kólczyckiemu życie.

 

Proces W. Kwiecińskiego i współtowarzyszy z Komitetu Porozumiewawczego Organizacji Demokratycznych Polski Podziemne], trwający w Warszawie od 3 do 27 grudnia 1947 roku doprowadził do skazania: W. Marszewskiego i W. Lipińskiego na karę śmierci. Wincenty Kwieciński, St. Sędziak, H. Sosnowska zostali skazani na dożywotnie więzienie, A. Obarski na 15 lat więzienia i M. Marynowska na 12 lat więzienia.

Równocześnie z procesami pokazowymi członków podziemia w akcji poszukiwań byłych żołnierzy AK władze komunistyczne zaangażowały tysiące konfidentów, członków UB, MO, WOP i oddziały NKWD, a także prowokacyjne pozorujące grupy podziemne, kierowane przez władze bezpieczeństwa. Stwierdzono nawet, że organizacje ukraińskie od roku 1946 zostały opanowane na szczeblach kierowniczych przez agentów NKWD. Powiększał się rozkład opozycji legalnej, nastąpiły liczne aresztowania, także ciche likwidacje niewygodnych członków PSL.

 

Pierwsze poważne zagrożenie IV-go Zarządu Głównego wyszło nieoczekiwanie z kontaktu z zagranicznym łącznikiem, spoza delegatury WiN-u, który drogami pozasłużbowymi dotarł do "Bogusława", kierownika działu propagandy. "Bogusław" został aresztowany 6 X 1947 r. w Krakowie, zawładnięto jego podręcznym archiwum. Poddany okrutnym torturom był bliski śmierci. Zmasakrowane stopy, dotknięte gangreną uniemożliwiały poruszanie się. Doszło do dalszych aresztowań w jego zespole. 8 października 1947 r. aresztowano "Rączego" - Józefa Szmida i jego żonę Marię z działu łączności wewnętrznej. Zagrożone zostało archiwum główne WiN-u zdeponowane w klasztorze ss. Józefitek przy ul. Poselskiej w Krakowie. Jednak „Rączy" nie zdradził miejsca jego ukrycia tak, że bezpiecznie zostało przeniesione w inne miejsce. Zdawało się, że na razie niebezpieczeństwo dalszej dekonspiracji minęło.

 

W dniu 10 października 1947 r. w zakonspirowanym lokalu na Podhalu odbywało się spotkanie członków ścisłego IV Zarządu Głównego WiN, na którym byli obecni: Łukasz Ciepliński, Adam Lazarowicz „Klamra”, Mieczysław Kawalec „Psarski” i Ludwik Kubik „Juliusz”. Sytuację w organizacji oceniono jako bardzo niebezpieczną. Postanowiono odciąć się od wszelkich kontaktów organizacyjnych do czasu wyjaśnienia nabrzmiałych w skutki wypadków, wzmóc czujność i na pewien czas zawiesić działalność organizacyjną. Mając sygnały tajne z władz bezpieczeństwa o zamierzonym aresztowaniu przez UB Mikołajczyka, postanowiono go niezwłocznie o tym powiadomić. W krótkim też czasie opuścił Kraj. Postanowiono również o zaistniałej sytuacji powiadomić delegację zagraniczną. Nikt z obecnych na spotkaniu nie znał aktualnych nazwisk i adresów kolegów, nie mniej należało od zaraz zmienić dotychczasowy sposób życia i mieszkania.

 

Ciepliński, choć doświadczony konspirator, mający za sobą 5 lat walki z hitleryzmem i 3,5 roku ze Związkiem Sowieckim, nie potrafił dość szybko zatrzeć za sobą śladów przez zmianę miejsca pobytu. Został aresztowany na Śląsku w Zabrzu w dniu 28 XI 1947 roku, a jego aresztowanie zdecydowało o losie jego najbliższych współpracowników. Ostatnim aresztowanym w styczniu 1948 r. był Mieczysław Kawalec, występujący pod pseudonimem "Psarski" z działu informacji IV-go Zarządu Głównego WiN. Niesłychanie ciężkie śledztwo w Ministerstwie Bezpieczeństwa pod nadzorem NKWD, połączone z torturami fizycznymi i maltretowaniem moralnym trwało trzy lata. W śledztwie tym, ponad wszelką wątpliwość zastosowano również środki chemiczne, ograniczające ludzką wolę. Środki stosowane ongiś przez Gestapo.

 

O aresztowaniu Cieplińskiego powiadomiono niezwłocznie kierownika ośrodka zagranicznego "Dardanele". Ten jednak dość szybko i nierozważnie nawiązał łączność w kraju ze swoim byłym współpracownikiem z AK i działu informacji WiN Stefanem Sieńko, który po wypuszczeniu go z więzienia wiosną 1948 roku, pod wpływem presji władz bezpieczeństwa został ich współpracownikiem i uwiarygodnił wobec delegacji zagranicznej WiN przedstawicieli NKWD i UB jako nowe kierownictwo centralne WiN-u. Tak rozpoczęła się trwająca do grudnia 1952 r wielka prowokacja komunistyczna, której szczytowym punktem było zorganizowanie przez UB - ujawnienia w dniu 27 grudnia 1952 roku "Kosa" i "Wiktora", jako tzw. "V-tej Komendy WiN". Jednym z głównych dyrygentów tej afery był żyjący do dziś w spokoju gen. Pożoga. Proces Cieplińskiego w zamierzeniach władz komunistycznych miał wykazać siłę reżimu i jego niezniszczalność. Pod adresem oskarżonych posypały się niewybredne sformułowania aktu oskarżenia o „zdradzie" i współpracy z okupantem, szpiegostwo itp. W skład sądu wchodzili: płk Aleksander Warecki, mjr Zbigniew Furtak i mjr Władysław Tryliński. Oskarżał prokurator ppłk Jerzy Trammer. Dowódcą plutonu egzekucyjnego był sierżant Aleksander Draja. Księdza dla skazańców nie przewidziano. Przygotował ich na śmierć w celi więziennej o. Tatra - franiszkanin, współwięzień.

 

W trwającej do 5 października 1950 roku rozprawie w Warszawie, po okrutnym śledztwie zapadł wyrok skazujący: Łukasza Cieplińskiego na 5-krotną karę śmierci, Adama Lazarowieza na dwukrotną karę śmierci, Karola Chmiela na dwukrotną karę śmierci, Franciszka Błażeja na karę śmierci, Józefa Batorego na dwukrotną karę śmierci, Mieczysława Kawalca na 4-krotną karę śmierci, Ludwika Kubika na dożywocie, Janinę Czarnecką na 15 lat więzienia i Zofię Michałowską na 12 lat więzienia.

 

W dniu 1 marca 1951 roku wieczorem, strażnicy więzienni wyprowadzili skazanych z cel ogólnych. Dla wszystkich współtowarzyszy więziennych był to oczywisty znak, że wyprowadzano ich na śmieć. Włodzimierz Steier, z harcerskiego batalionu "Zośka" sprawujący w tym czasie funkcję starszego celi podał komendę „baczność”. Sala zastygła w milczeniu. Był to ostatni hołd złożony skazanym. Nawet niemieccy oficerowie - więźniowie, w postawie na baczność żegnali idących na śmierć. W tym samym czasie rozstrzelano również Z. Szendzielarza – „Łupaszkę”, oficera AK z Wileńszczyzny. Ciał ich nigdy nie znaleziono. Spoczywają w bezimiennym grobie.

 

Po wkroczeniu na ziemie polskie w roku 1944 jednostek Armii Czerwonej Polska poniosła olbrzymie ofiary z życia najlepszych swych obywateli. Ginęli dowódcy, politycy i prości żołnierze, w syberyjskich łagrach i więzieniach Polski Ludowej, zamęczani i zaszczuci. Dość wspomnieć: gen L Okulickiego, wicepremiera Jankowskiego, komendantów AK "Marcina" i "Wilka", K. Pużaka - zamęczonego we Wronkach, płk „Nila” zamordowanego w więzieniu mokotowskim czy zastrzelonego na plantach krakowskich przez komunistów zastępcę komendanta okręgu krakowskiego AK - "Wiatra" - Zawojnę, oficerów AK - późniejszych działaczy WiN-u: Dekutowskiego, L Marszałka, St. Dydę, J. Klamuta, Wł. Ciska, Widelskiego, Gajdka, Bernatowicza, W. Rutkowskiego, Olechnowicza, Minkiewicza, Barańskiego, Szendzielarza, Fróga.  Nie sposób wymienić wszystkich. Ale należy stwierdzić z mocą, że wymienieni i tysiące innych stało się ofiarami zbiorowego ludobójstwa, a sprawcy zbrodni żyją dotąd spokojnie wśród społeczeństwa Czy nam, którzy przeżyliśmy, wolno milczeć i tolerować zbrodniarzy?

 

Ludwik Kubik


wstecz...