Historia


Ludwik Kubik - Wspomnienie o śp. księdzu Eugeniuszu Piechu.

        Z księdzem Eugeniuszem Piechem spotkałem się w szczególnych okolicznościach w okresie okupacji niemieckiej. Nie przypuszczałem jednak, że znajomość ta zamieni się w przyszłości w przyjaźń i współpracę opartą na wzajemnym zaufaniu w okresie wspólnej walki z okupantami.

          Po ucieczce z niewoli niemieckiej, po zakończeniu kampanii wrześnio­wej w październiku 1939 roku zamieszkałem w domu moich rodziców w Gnojnicy. Gorycz przegranej kampanii oraz terror okupanta powodo­wały powstawanie w społeczeństwie polskim szerokiej idei niepodle­głościowej, której głównym celem byłoby włączenie się w nurt walki zbrojnej przy boku państw sojuszniczych wraz z armią polską, formująca się we Francji.
        Już w listopadzie 1939 r, w ramach dzia­łalności tajnej organizacji wojskowej pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski /przemianowanej później na Związek Walki Zbrojnej i Armię Krajową, powstały na terenie Sędziszowa, Ropczyc i okolicy pierwsze komórki tej organizacji złożone z ludzi znających się z ław szkolnych, czy też ze służby w armii polskiej, oficerów i podoficerów wojska polskiego. Z tego okresu, należałoby wspomnieć o pierwszych uczestnikach, organizatorach ruchu oporu takich jak np. Józef Łotocki z Góry Ropczyckiej, Karol Chmiel z Zagorzyc, Stanisław Wytrwał z Zagorzyc, Franciszek Mazek z Zagorzyc, Józef Drozd z Gnojnicy, bracia Michał, Mieczysław i Tadeusz Szczurowscy z Kamionki, Michał Marchut i Władysław Grzegorski z Ropczyc, Mieczysław Stachowski.

 

        Organizacja Służby Zwycięstwu Polski rozwijała się błyskawicznie przy zachowy­waniu szczególnych zasad konspiracji i mimo aresztowań członków ze struktur powiatowych /Towarnicki, Klamut, Skwirut, Jarecki/ w na­szych szeregach nie mieliśmy strat. Byliśmy wychowani w szkole w duchu patriotycznym, wierzyliśmy, że klęska wrześniowa nie może nas złamać i że Polska odzyska niepodległość. Mimo upadku Francji, po chwilowym załamaniu się nadziel na rychłe zwycięstwo, nadal pracowaliśmy nad zorganizowaniem tajnego wojska polskiego, gotowego wspierać w przyszłości naszych sojuszni­ków zachodnich i organizująca się armię polska na zachodzie pod dowództwem gen. Sikorskiego. W styczniu 1940 roku organizacja nasza przybrała nazwę Związku Walki Zbrojnej, a w lutym 1942 roku przemieniła się w Armie Krajową, która Iiczyła już dziesiątki tysięcy członków, ofiarnych i karnych, zdolnych do poświęceń dla których dotąd zachowałem najwyższy szacunek i podziw.
       Wiosną 1944 r. organizacja AK związana terenowa z Sędziszowem Młp. i okolicą miała już ścisłe struktury wojskowe, przygotowywano się do uderzenia na obóz w Pustkowie /wraz z oddziałami z całego obwo­du dębickiego/,względnie do uderzenia na wycofujące się oddzia­ły niemieckie. Powstały dwie placówki o kryptonimach: „Sława I” i "Sława II",względnie "Gracja" o sile dwóch batalionów piecho­ty, dowodzone przez: - "Sława I" przez "Łatę /J. Łotockiego później „Bączka" /M. Szczurowskiego/, następnie „Strzałę” J. Naroga/ i "Gracja" przez „Lucjana” /L.Kubika/. Po osiągnięciu stanu pogotowia do akcji "Burza" stany placówek osiągnęły łącznie ponad 800 żołnierzy. Łącznie z placówkami z Ropczyc, Wielopola Skrzyńskiego, Dębicy, Pilzna, Zassowa i Korzeniowa podlegały Komendantowi obwodu dębickiego AK Adamowi Lazarowiczowi /”Klamra"/, a później Ludwikowi Marszałko­wi ps „Zbroja".
       Program pracy oddziałów był olbrzymi: szkolenie wojskowe, w tym szkolenie dowódców na kursach podoficerskich i podchorążych, zapewnienie bezpieczeństwa konspiracji i obywate­li, walka z gestapo i jego współpracownikami, dywersja, sabotaż i wywiad, tym udział w wykryciu tajnych broni V-1, V-2 na poligonie w Bliźnie, i wreszcie tajna oświata. W zespołach tajnego nauczania, której organizatorem ze stro­ny rzeszowskiego inspektoratu AK był prof. Gabriel Brzęk a w ob­wodzie dębickim prof. Kazimierz Kubik.

 


       Armia Krajowa miała ścisłe powiązania z duchowieństwem w poszczególnych parafiach. W parafii Zagorzyce gorącym patriotą okazał się ówczesny proboszcz Józef Badowski. Nie był wciągnięty w ścisłą konspirację antyniemiecką, ale żył bieżącym nurtem oporu przeciw okupantowi, udzielając parafianom konkretnych i realis­tycznych porad i ostrzeżeń.
W 1942 roku na teren parafii w Zagórzycach został skierowany przez kurię biskupią jako kateche­ta, ks. Eugeniusz Piech. Po pewnym czasie, po zapoznaniu się z no­wym środowiskiem i warunkami pracy duszpasterskiej, ks. Piech za zgodą swych władz, w tym również księdza proboszcza Badowskiego został przyjęty przez komendanta placówki w szeregi AK i po zaprzy­siężeniu na zasadach ogólnych został zgłoszony na listę kapela­nów wojskowych pod pseudonimem "Eugeniusz”, później „Ks. Szymon”. Żołnierze placówki "Gracja" rekrutowali się z terenów wiejskich m.in. z Gnojnicy Zagórzyc, Szkodnej, Bystrzycy, Broniszowa, Wiewiórki.
       Przylegające do tych miejscowości obszary leśne Lipnicy i Budzisza stanowiły oparcie dla oddziałów już powołanych pod broń. Potrzebne jednak było niesienie pociech religijnych żołnierzom w obliczu ich trud­nej i odpowiedzialnej służby. Do księdza kapelana należało nie tylko nauczanie religii na tajnych kompletach co przede wszystkim, wpływanie no morale żołnierzy i roztrząsanie ich sumień, zniewolonych i zdeptanych terrorem okupanta. Zadanie swe ks. Kapelan "Eugeniusz" przy swej olbrzymiej prostocie kon­taktów z członkami AK wypełniał znakomicie.
       Aż przyszedł okres wzmożonej walki czynnej w okresie akcji "Burza" już od czerwca 1944 roku, uderzenia na rozkaz dowództwa na wycofujące się oddziały niemieckie. Chociaż wiadomo już było, że tych ofiarnych żołnierzy AK nie czeka nic dobrego ze strony nadciągających od wschodu oddziałów Armii Czerwonej i NKWD, to rozkazy bojowe wymierzone w armię niemiecką wykonywali karnie, ponosząc również ofiary z życia. Pamiętne są chwile zgrupowania I-go AK pod dowództwem "Sępa"/inż. M. Stachowskiego/ w lesie Budzisz, gdzie ks. Eugeniusz Piech odprawił przed rozpoczęciem akcji w lasach formowanego 5 pułku strzelców konnych mszę św. Polową. Później już w czasie akcji przeciw okopującym się Niemcom w rejonie Woli Gnojnickiej i lesie Lipnica od 5 lipca 1944 roku.
       Ks. Piech sprawował z oddaniem swe obowiązki duszpasterza żołnierzy i miejscowej ludności. Po zakończeniu walk, ks. Piech przejął na przechowanie poświęcony w okresie konspiracji w 1943 roku sztandar rzeszowskiego inspektoratu AK, uratowany z pożogi. I nie zawiódł zaufania dowództwa. Przez 43 lata ukry­wał ten sztandar w tajemnicy przed UB aż do swojej śmierci w 1987 roku.

 


Wiosną 1945 roku po szczęśliwym uwolnieniu się z rąk NKWD, wysłałem z Rzeszowa do księdza Piecha mego przyjaciela z rzeszowskiej konspiracji, Józefa Szmida, z prośbą, by sztandaru nikomu nie wydawał. Wzywany przez UB na przesłuchania, mimo szy­kan ,gróźb i maltretowania nie zdradził tajemnicy miejsca ukry­cia sztandaru, który był poszukiwany nawet przez centralne wła­dze śledcze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warsza­wie.
       Byłem również w tej sprawie przesłuchiwany po moim aresztowaniu przez UB w grudniu 1947 roku. Zawsze twierdziłem, że sztandar spłonął wraz z domem moich rodziców w czasie walk frontowych w 1944 roku. Po moim zwolnieniu z więzienia w czerwcu 1957 roku ksiądz Piech zawiadomił mnie, że sztandar ocalał i jest pod jego opieką. Wiosną 1985 roku ks. Piech zawiadomił mnie osobiście w Krakowie, że sztandar jest do mojej dyspozycji, odmówiłem jednak przyjęcia, mając nadzieję, że sztandar winien wyjść z konspiracji w dogodniejszej sytuacji politycznej. Po śmierci ks. Piecha, sztandar został przekazany na zalecenie biskupa tarnowskiego. również byłego członka AK, proboszczowi parafii p.w. św. Jadwigi w Dębicy i tam też znajduje się dotąd pod szczególną opieką Kościoła, stanowiąc widomy symbol idei niepodległościowej.

       Ze wzruszeniem należałoby przypomnieć jeszcze okoliczność, kiedy to w roku 1989 został mi wręczony przez mojego siostrzeńca Zbysz­ka Maciołka oryginalny drzewiec sztandaru Inspektoratu rzeszow­skiego AK, uratowany z pożogi domu jego dziadków w lipcu 1944r i przechowywany przez długie lata jak relikwie. Drzewiec ten został również oddany parafii p.w. św. Jadwigi w Dębicy. 

                                                                                                                                                       Ludwik Kubik
                                                                                                                                                      Kraków, 1992
 
  Post scriptum
 
            Ponad 50 lat po wydarzeniach z lipca i sierpnia 1944 – walkach z oddziałami niemieckimi w ramach akcji „Burza” na naszym terenie, historia dopisała swój epilog.
20 czerwca 1995 w Szkole Podstawowej w Gnojnicy Woli odbyła się uroczystość nadania Imienia ppłk. Łukasza Cieplińskiego, dowódcy Inspektoratu AK Rzeszów i późniejszego prezesa IV Zarządu Głównego WiN – nielegalnej organizacji niepodległościowej.
W uroczystości tej uczestniczyli m. in. były Komendant Placówki AK „Sława-II”, „Gracja” – Ludwik Kubik, jego towarzysze broni, wspomniany wyżej prof. Gabriel Brzęk, prof. Jan Łopuski – bliski współpracownik Łukasza Cieplińskiego, Zbigniew Lazarowicz - syn
majora Adama Lazarowicza, zamordowanego razem z Łukaszem Cieplińskim,  Tadeusz Wilk ps. ”Orwid” – sybirak, dowódca plutonu dywersyjnego  Placówki AK „Gracja”, Karol Pośko "Koń" - sybirak, z-ca dowódcy Placówki AK "Ropa".
      Wśród kilkunastu pocztów sztandarowych pierwsze honorowe miejsce zajmował sztandar Inspektoratu AK Rzeszów, opisany w powyższych wspomnieniach.
Sztandar ten, wykonany na polecenie Łukasza Cieplińskiego, został przekazany 1 stycznia 1944 na ręce komendanta obwodu AK w Dębicy – Adama Lazarowicza ps. „Klamra” jako wyróżnienie za sprawność organizacyjną i bojową w tym obwodzie. W lutym 1944 r. sztandar został przewieziony na stałe miejsce przechowywania do domu rodzinnego Ludwika Kubika w Gnojnicy Woli. Do przewiezienia sztandaru „Klamra” wyznaczył kpt. Józefa Lutaka „Dyzmę” (poległ w akcji „Burza”) i swojego syna, Zbigniewa Lazarowicza ps. „Bratek”.
         Na uwagę zasługuje również fakt, iż gospodarzem tutejszej parafii w trakcie uroczystości był ks. Eugeniusz Miłoś, były wikariusz ks. Eugeniusza Piecha podczas jego pracy w Muszynie.
Obecny proboszcz parafii w Zagorzycach Górnych, ks. Kazimierz Marek podjął starania w celu wykonania kopii wspomnianego sztandaru. 

Zbigniew Maciołek


wstecz...